Wyspa Smøla – jesień 2026 r. – grube dorsze pod czarniakiem

Sezon 2026 r. w Norwegii zakończyliśmy wyprawą na wyspę Smøla na przełomie września i października. Były grube dorsze, molwy i halibuty…

Podróż w komfortowych warunkach

Na wyspę dotarliśmy komfortowym autokarem. Każdy uczestnik wyprawy miał dwa miejsca siedzące. Tradycyjnie prodróż zaczęliśmy w Rokietnicy pod Poznaniem. Po drodze do Świnoujścia zabraliśmy pozostałych uczestników. Tym razem wypłynęliśmy promem linii POLSCA do Ystad. Stamtąd, po ok. 17 godzinach dotarliśmy do przeprawy na wyspę Smøla. Po 20-to minutowym rejsie i kolejnych 25 minutach drogi z przystankiem w sklepie dotarliśmy do naszego zaprzyjaźnionego ośrodka, położonego na zachodnim wybrzeżu wyspy.

Zakwaterowanie, przydział łodzi, instrukcje

Po przyjeździe do bazy, rozpakowaliśmy bagaże, przełożyliśmy do lodówek przywiezioną z Polski żywność i po ok. godzinie spotkaliśmy się na przystani. Tam, po krótkim instruktarzu, sprawdziliśmy i odebraliśmy łodzie.

Przystań wędkarska w Norwegii

Pierwsze dni wędkowania

Następnego dnia nie wypłynęliśmy z powodu silnego wiatru. Niektórzy wybrali się na wędkowanie z brzegu, inni odpoczywali po podróży. Kolejnego dnia wyruszyliśmy na wodę, celem były rdzawce i dorsze na spinning. Niestety ryba słabo żerowała. Dopiero po szczycie przypływu zaczęły się lepsze brania. Złowiliśmy pierwsze kilkukilogramowe rdzawce, dorsze i czarniaki, głównie na spinning. Brały również molwy i tłuste makrele.

Kolejny dzień wyglądał podobnie. Ryby były bardziej aktywne pod wieczór, do trzeciej godziny po szczycie przypływu.

Griptaran – łowisko offshore

Kolejne dwa dni mieliśmy fantastyczną pogodę, która pozwalała na popłynięcie na najdalsze łowiska. Większość załóg zdecydowała się na wyprawę na oddalony o ponad 20 km płaskowyż. Tam zawsze są nieskończone ilości małego czarniaka 40-50 cm, zarazem na tyle dużego, żeby selektywnie wpływać na zdobycze lądujące na łodzi. To łowisko, na którym zazwyczaj łowi się grubo albo wcale.

Tym razem duże dorsze były aktywne. Zwiastunem dobrych brań były czarniaki atakujące drobnicę pod powierzchnią. Od początku notowaliśmy sporo brań, lecz również dużo spadów. Ryby brały najczęściej na podhaczonego czarniaka. Wręcz niemożliwe było przebicie się przez ławicę czarniaka, dlatego trzeba było łowić z „pasażerem na gapę”.

Podhaczone czarniaki były na tyle duże, że nawet dorsze powyżej 10 kg nie były w stanie połknąć ich wraz z pilkerem. Stosowaliśmy dozbrojki, lecz i to nie zapobiegło dużej liczbie spiętych ryb.

Wyniki były bardzo zróżnicowane. Na niektórych łodziach lądowała jedna, dwie ryby, na innych jeden wędkarz potrafił złowić kilka dużych dorszy. Dzień konia miał Jarek, który tego dnia złowił 5 grubych dorszy!

Jedna załoga wybrała się na inne łowisko, aby zapolować na duże molwy. Plan zrealizowali w 100%! Tego dnia na ich łodzi wylądowało wiele molw, największa ważyła blisko 20 kg. Molwy najlepiej brały na mekrelę.

Ostatnie wypłynięcie

Piąty dzień pobytu okazał się ostatnim dniem wędkowania. Tym razem w cztery łodzie popłynęliśmy na daleki płaskowyż. Pozostałe załogi zdecydowały się łowić bliżej brzegu.

Tym razem eksperymentowaliśmy z dozbrojeniem pilkerów oraz zestawów do po łowu na martwą rybę. Brań ponownie było sporo, jak również sporo było spadów. Najbardziej agresywnie dorsze atakowały czarniaki na lekkich pilkerach (gramatura poniżej 200 g). Niestety na tym łowisku rzadko występuje makrela, a po drodze nie zatrzymaliśmy się, by złowić tę świetną przynętę. Pamiętam, jak kilka lat temu ryby brały tylko na makrelę, czarniaka ignorowały.

Tego dnia złowiliśmy więcej dorszy. Złowione ryby były w przedziale 7-15 kg. Myślę, że udało nam się z sukcesem zakończyć ok. 1/3 brań.

Pozostałe załogi tego dnia łowiły halibuty. Łącznie 3 ryby. Prócz tego brały mniejsze dorsze, rdzawce i molwy.

Podsumowanie

W sobotę, ostatniego dnia, już nie wypłynęliśmy. Wolny czas poświęciliśmy na umycie łodzi i sprzętu orz na wyjazd do sklepu i integrację.

Podczas tych czterech dni wędkowania złowiliśmy ponad 20 dużych dorszy, z których największy ważył 16 kg, molwy z okazem o wadze blisko 20 kg, halibuty (największy 12 kg), rdzawce i czarniaki (największy blisko 12 kg). Trafiały się również brosmy, raje, wargacze oraz kolenie (odmiana rekina).

Widzieliśmy orki, orły, głuptaki pikujące do wody za zdobyczą oraz ławice czarniaków wypędzające pod powierzchnię drobnicę.

W wyprawie wzięło udział sporo osób, które były pierwszy raz w Norwegii lub nawet pierwszy raz na morzu, i mimo braku doświadczenia radziły sobie świetnie.

W przyszłym roku na wiosnę organizujemy trzy wyprawy na Smølę – w marcu, kwietniu i maju. Oferta wypraw wędkarskich znajduje się tutaj. Do zobaczenia na łowisku!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry